Stany nieustalone

Życie… nie mówcie mi o życiu

O mnie

Tomasz Płókarz, rocznik 1973. Ponurowesołek.

autor strony

Kontakt mailowy: adrestomka-stronawww@yahoo.pl

– Przypuszczam, że to po prostu para zwykłych facetów. Wyślę robota, żeby ich tu przyprowadził. Hej, Marvin!
Głowa robota w kącie poderwała się gwałtownie, ale zaraz niedostrzegalnie się zachwiała. Robot podniósł się na nogi, jak gdyby był dużo cięższy niż w rzeczywistości i podjął coś, co dla postronnego obserwatora wyglądałoby na heroiczny wysiłek, aby przejść przez kabinę. Zatrzymał się przed Trillian i spojrzał przez jej lewe ramię.
– Myślę, że powinniście wiedzieć, że przeżywam głęboką depresję – powiedział niskim i beznadziejnym głosem.
– O Boże – wymamrotał Zaphod i opadł na fotel.
– Więc – rzekła Trillian ożywionym i pełnym współczucia tonem. – Mamy coś dla ciebie, żeby trochę zająć twój umysł i wprawić cię w lepszy nastrój.
– To na nic – odpowiedział ponuro Marvin. Mam wyjątkowo duży umysł.
– Marvin! – ostrzegła go Trillian.
– W porządku – mruknął. – Co mam zrobić?
– Pójdziesz do wnęki wejściowej numer dwa i przyprowadzisz tutaj pod ścisłym nadzorem dwóch obcych.
Mikrosekundową pauzą oraz precyzyjnie obliczoną mikromodulacją wysokości i brzmienia głosu – niczym, co byłoby naprawdę obraźliwe – Marvin zdołał wyrazić swoją bezgraniczną pogardę i wstręt do wszystkiego, co ludzkie.
– Tylko tyle? – zapytał.
– Tak – odpowiedziała stanowczo Trillian.
– To mnie nie rozerwie – stwierdził Marvin.
Zaphod skoczył na równe nogi.
– Wcale nie musi! – krzyknął. – Po prostu zrób to, dobrze?
– W porządku – powiedział Marvin głosem przypominającym bicie wielkiego pękniętego dzwonu. Zrobię to.
– Świetnie… – warknął Zaphod. – Świetnie… Wielkie dzięki.
Marvin odwrócił się i podniósł na niego swoje spłaszczone trójkątne oczy.
– Nie psuję wam humoru, prawda? – zapytał patetycznie.
– Nie, nie, skądże – zawołała Trillian. – Wszystko w porządku, naprawdę…
– Nie chciałbym myśleć, że psuję wam humor.
– Och, nie przejmuj się – powiedziała. – Jesteś po prostu sobą, zachowujesz się naturalnie i wszystko będzie dobrze…
– Naprawdę ci to nie przeszkadza? – dopytywał się dalej Marvin.
– Nie, nie, skądże… – brnęła Trillian. – Wszystko jest naprawdę w porządku… Po prostu życie.
Marvin rzucił jej elektroniczne spojrzenie.
– Życie – stwierdził gorzko. – Nie mówcie mi nic o życiu.
[…]
– Posłuchaj – zawołał Ford, ciągle pochłonięty ulotką reklamową. – Przełom w cybernetyce statku! „Nowa generacja robotów i komputerów Korporacji Cybernetycznej Syriusza, wyposażonych w ALU”!
– ALU? – zdziwił się Artur. – Co to jest?
– ALU to znaczy Autentyczna Ludzka Osobowość.
– O rany – rzekł Artur. – To brzmi koszmarnie.
– To jest koszmarne – powiedział głos za nimi. Był niski, beznadziejny i towarzyszyło mu lekkie
pobrzękiwanie. Odwrócili się i ujrzeli stojącego przy drzwiach smutnego, zgarbionego człowieka ze stali.
– Co? – zapytali równocześnie.
– Koszmarne – mówił dalej Marvin – wszystko. Absolutnie koszmarne. Nawet nie mówcie o tym. Spójrzcie na te drzwi – powiedział, postępując krok naprzód. W modulator jego głosu włączyły się obwody ironii, gdy przedrzeźniał styl ulotki reklamowej: „Wszystkie drzwi na tym statku mają miłe i pogodne usposobienie. Otwierać się dla ciebie to dla nich przyjemność, zamykać to satysfakcja płynąca z poczucia dobrze spełnionego obowiązku”.
Gdy drzwi zamknęły się za nimi, rzeczywiście usłyszeli coś w rodzaju pełnego zadowolenia westchnienia. – Hammm…
Marvin odniósł się do tego z zimnym niesmakiem, podczas gdy jego obwody logiczne zatrzęsły się ze wstrętu i zaczęły rozważać pomysł zastosowania wobec drzwi przemocy fizycznej. Dalsze obwody włączyły się, mówiąc: „Po co zawracać sobie głowę? Jaki to ma sens? Nie warto się do niczego mieszać”. Jeszcze dalsze obwody zabawiły się analizowaniem składników molekularnych drzwi i komórek mózgowych humanoidów. Potem zmierzyły poziom emisji wodoru w otaczającym je parseku sześciennym przestrzeni kosmicznej i znów pogrążyły się w nudzie. Spazm rozpaczy wstrząsnął ciałem robota.
– Chodźcie – powiedział ponuro. – Mam rozkaz, żeby doprowadzić was do mostka. Oto ja, mózg rozmiaru planety, a oni każą mi doprowadzić was do mostka! I wy to nazywacie satysfakcją? Bo ja nie.
[…]
– Przepraszam, czy powiedziałem coś nie tak? – odezwał się Marvin, bez względu na okoliczności nie schodzący z tematu własnej osoby. – Przepraszam, że oddycham, czego i tak nigdy nie robię, więc nie wiem, po co właściwie zadaję sobie trud, żeby to powiedzieć. O Boże; jestem taki załamany. Następne zadowolone z siebie drzwi… Życie! Nie mówcie mi o życiu.
(Douglas Adams „Autostopem przez Galaktykę”)

Reklamy
 
%d blogerów lubi to: