Stany nieustalone

Życie… nie mówcie mi o życiu

  • a

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Kalendarz

    listopad 2009
    P W Ś C P S N
    « mar    
     1
    2345678
    9101112131415
    16171819202122
    23242526272829
    30  
  • Meta

O mnie

Tomasz Płókarz, rocznik 1973. Ponurowesołek.

autor strony

Kontakt mailowy: adrestomka-stronawww@yahoo.pl

- Przypuszczam, że to po prostu para zwykłych facetów. Wyślę robota, żeby ich tu przyprowadził. Hej, Marvin!
Głowa robota w kącie poderwała się gwałtownie, ale zaraz niedostrzegalnie się zachwiała. Robot podniósł się na nogi, jak gdyby był dużo cięższy niż w rzeczywistości i podjął coś, co dla postronnego obserwatora wyglądałoby na heroiczny wysiłek, aby przejść przez kabinę. Zatrzymał się przed Trillian i spojrzał przez jej lewe ramię.
- Myślę, że powinniście wiedzieć, że przeżywam głęboką depresję – powiedział niskim i beznadziejnym głosem.
- O Boże – wymamrotał Zaphod i opadł na fotel.
- Więc – rzekła Trillian ożywionym i pełnym współczucia tonem. – Mamy coś dla ciebie, żeby trochę zająć twój umysł i wprawić cię w lepszy nastrój.
- To na nic – odpowiedział ponuro Marvin. Mam wyjątkowo duży umysł.
- Marvin! – ostrzegła go Trillian.
- W porządku – mruknął. – Co mam zrobić?
- Pójdziesz do wnęki wejściowej numer dwa i przyprowadzisz tutaj pod ścisłym nadzorem dwóch obcych.
Mikrosekundową pauzą oraz precyzyjnie obliczoną mikromodulacją wysokości i brzmienia głosu – niczym, co byłoby naprawdę obraźliwe – Marvin zdołał wyrazić swoją bezgraniczną pogardę i wstręt do wszystkiego, co ludzkie.
- Tylko tyle? – zapytał.
- Tak – odpowiedziała stanowczo Trillian.
- To mnie nie rozerwie – stwierdził Marvin.
Zaphod skoczył na równe nogi.
- Wcale nie musi! – krzyknął. – Po prostu zrób to, dobrze?
- W porządku – powiedział Marvin głosem przypominającym bicie wielkiego pękniętego dzwonu. Zrobię to.
- Świetnie… – warknął Zaphod. – Świetnie… Wielkie dzięki.
Marvin odwrócił się i podniósł na niego swoje spłaszczone trójkątne oczy.
- Nie psuję wam humoru, prawda? – zapytał patetycznie.
- Nie, nie, skądże – zawołała Trillian. – Wszystko w porządku, naprawdę…
- Nie chciałbym myśleć, że psuję wam humor.
- Och, nie przejmuj się – powiedziała. – Jesteś po prostu sobą, zachowujesz się naturalnie i wszystko będzie dobrze…
- Naprawdę ci to nie przeszkadza? – dopytywał się dalej Marvin.
- Nie, nie, skądże… – brnęła Trillian. – Wszystko jest naprawdę w porządku… Po prostu życie.
Marvin rzucił jej elektroniczne spojrzenie.
- Życie – stwierdził gorzko. – Nie mówcie mi nic o życiu.
[...]
- Posłuchaj – zawołał Ford, ciągle pochłonięty ulotką reklamową. – Przełom w cybernetyce statku! “Nowa generacja robotów i komputerów Korporacji Cybernetycznej Syriusza, wyposażonych w ALU”!
- ALU? – zdziwił się Artur. – Co to jest?
- ALU to znaczy Autentyczna Ludzka Osobowość.
- O rany – rzekł Artur. – To brzmi koszmarnie.
- To jest koszmarne – powiedział głos za nimi. Był niski, beznadziejny i towarzyszyło mu lekkie
pobrzękiwanie. Odwrócili się i ujrzeli stojącego przy drzwiach smutnego, zgarbionego człowieka ze stali.
- Co? – zapytali równocześnie.
- Koszmarne – mówił dalej Marvin – wszystko. Absolutnie koszmarne. Nawet nie mówcie o tym. Spójrzcie na te drzwi – powiedział, postępując krok naprzód. W modulator jego głosu włączyły się obwody ironii, gdy przedrzeźniał styl ulotki reklamowej: “Wszystkie drzwi na tym statku mają miłe i pogodne usposobienie. Otwierać się dla ciebie to dla nich przyjemność, zamykać to satysfakcja płynąca z poczucia dobrze spełnionego obowiązku”.
Gdy drzwi zamknęły się za nimi, rzeczywiście usłyszeli coś w rodzaju pełnego zadowolenia westchnienia. – Hammm…
Marvin odniósł się do tego z zimnym niesmakiem, podczas gdy jego obwody logiczne zatrzęsły się ze wstrętu i zaczęły rozważać pomysł zastosowania wobec drzwi przemocy fizycznej. Dalsze obwody włączyły się, mówiąc: “Po co zawracać sobie głowę? Jaki to ma sens? Nie warto się do niczego mieszać”. Jeszcze dalsze obwody zabawiły się analizowaniem składników molekularnych drzwi i komórek mózgowych humanoidów. Potem zmierzyły poziom emisji wodoru w otaczającym je parseku sześciennym przestrzeni kosmicznej i znów pogrążyły się w nudzie. Spazm rozpaczy wstrząsnął ciałem robota.
- Chodźcie – powiedział ponuro. – Mam rozkaz, żeby doprowadzić was do mostka. Oto ja, mózg rozmiaru planety, a oni każą mi doprowadzić was do mostka! I wy to nazywacie satysfakcją? Bo ja nie.
[...]
- Przepraszam, czy powiedziałem coś nie tak? – odezwał się Marvin, bez względu na okoliczności nie schodzący z tematu własnej osoby. – Przepraszam, że oddycham, czego i tak nigdy nie robię, więc nie wiem, po co właściwie zadaję sobie trud, żeby to powiedzieć. O Boże; jestem taki załamany. Następne zadowolone z siebie drzwi… Życie! Nie mówcie mi o życiu.
(Douglas Adams “Autostopem przez Galaktykę”)